piątek, 20 czerwca 2008

Koncert w Muzeum

Muzeum im. Zofii i Wacława Nałkowskich "Dom nad Łąkami" w Wołominie zaprasza 3 lipca (czwartek) br. o godz. 19.00 na recital Małgorzaty Grzesiewicz Sałacińskiej - sopran. Przy fortepianie - Witold Wołoszyński. W programie: St. Moniuszko, G. Faure, I. J Paderewski, E. Grieg, R. Schumann, M. Karłowicz.

środa, 4 czerwca 2008

Twórczość Elżbiety Łysoniewskiej

Muzeum im. Zofii i Wacława Nałkowskich "Dom nad Łąkami" w Wołominie zaprasza 16 czerwca (sobota) o godz. 18.00 na otwarcie wystawy "Twórczość Elżbiety Łysoniewskiej". W trakcie wieczoru Jan Polkowski będzie czytać wiersze ze swojego tomu pt. "Życie jest prawdą"

Wstęp bezpłatny

piątek, 2 maja 2008

Koncert Poetów

Muzeum im. Zofii i Wacława Nałkowskich w Wołominie zaprasza 12 maja (sobota) o godzinie 18.00 na "Koncert Poetów", stworzony specjalnie dla miłośników piosenki literackiej, poetyckiej i aktorskiej. Będą to przepiękne piosenki poetów, którzy już odeszli, ale ich twórczość jest i będzie zawsze. Piosenka literacka to przecież nie tylko piękny tekst, ale również muzyka. Zapraszamy na nastrojowy koncert ze znanymi i lubianymi piosenkami: Włodzimierza Wysockiego, Bułata Okudżawy, Jonasza Kofty, Jacka Kaczmarskiego, Jacquesa Brela, Georgesa Brassensa i innych.

Wystąpią: Justyna Bacz, Andrzej Ozga i Marek Bartkowicz, przy fortepianie - Robert Obcowski.

Wstęp bezpłatny.

środa, 12 marca 2008

Stanisław Szpotański - zapomniany pisarz








W Muzeum im. Zofii i Wacława Nałkowskich w Wołominie odbył się wieczór literacki poświęcony Stanisławowi Szpotańskiemu - zmarłemu w Kobyłce historykowi, pisarzowi i politykowi. „Stanisław Ryszard Szpotański (1880 - 1936) zapomniany pisarz” - spotkanie pod tym tytułem poprowadziła Maria Balicka - sekretarz Towarzystwa Przyjaciół Miasta Kobyłka. Pani Maria jest równocześnie współautorką książki o artyście, której fragmenty czytał Marek Moczulski.

Niewiele osób ma świadomość tego, kim był Szpotański, czym zasłużył się dla kraju, w jaki sposób związany był z naszymi okolicami. Wszystko wyjaśniło się na wieczorze literackim.

Urodził się w Suchcicach koło Łodzi, zmarł w Kobyłce. Był historykiem, publicystą, powieściopisarzem oraz działaczem politycznym. - Napisał prace źródłowe z dziejów romantyzmu, powieści historyczne, dramaty. Wywodził się z rodziny patriotycznej. Znał się z Józefem Piłsudskim. Jako wolny słuchacz studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim, nigdy jednak nie zdobył wyższego wykształcenia. Stanisław zawsze lepiej czuł się w zaciszu, wśród książek - opowiada Maria Balicka - Interesował się dobą romantyzmu. Gdy w Paryżu zastała go I wojna światowa musiał opuścić to miasto. Znalazł się w Bretanii, gdzie kontynuował swe dzieło „Adam Mickiewicz i jego epoka”. Pomagał mu przy tym syn wieszcza Władysław - dodaje pani Maria. Zażyłość obu panów przerodziła się w przyjaźń do tego stopnia, że Mickiewicz z żoną zostali chrzestnymi syna Szpotańskiego.

A kiedy los sprowadził pisarza w nasze tereny? - Gdy w 1925 roku Stanisław Szpotański wrócił na stałe do Polski, chciał zrealizować swe marzenia o powrocie na wieś - mówi Balicka - Kupił działkę w Międzylesiu koło Tłuszcza i tam się osiedlił. W 1928 roku przeprowadził się do Kobyłki.
- Szpotański powiedział kiedyś: „Cała moja praca to studium nad człowiekiem, nad duszą ludzką (…)”. I widać to w jego pracach. Nawet największym nie stawia pomników - mówi pani Maria - jego bohaterami są zwyczajni ludzie, których nie idealizuje. Pokazuje ich takich, jakimi byli, żywych, autentycznych. Pisarz w swych utworach postacie fikcyjne stawia obok historycznych. Tworzył również literaturę współczesną, która ukazywała go jako wybitnego moralistę - mówi Maria Balicka. W naszym kraju Stanisław Szpotański jest jednak wciąż postacią zapomnianą…

artykuł z Życia Powiatu Wołomińskiego

czwartek, 6 marca 2008

Światowy Dzień Poezji

Muzeum im. Zofii i Wacława Nałkowskich "Dom nad Łąkami" w Wołominie zaprasza w ramach obchodów Światowego Dnia Poezji, 24 marca br. o godz 18.00 na spotkanie z poetą i podróżnikiem Sebastianem Łabędą. W trakcie wieczoru odbędzie się pokaz slajdów, będący zapisem podróży odbytych przez poetę. Spotkanie poprowadzi Aleksander Nawrocki, redaktor naczelny pisma "Poezja dzisiaj".

27 marca (wtorek) o godz 18.00  zaprasza na promocję książki Marioli Pryzwan pt. "Wypisałam całą siebie. Maria Dąbrowska we wspomnieniach". Fragmenty ksiązki będzie czytać Stanisława Celińska.
Informujemy, iż od 24 marca br (sobota) można oglądać wystawę pt. "Wołomińskie Monidła" Scenariusz Marzena Kubacz, reprodukcje wykonała Katarzyna Humińska.

niedziela, 15 lipca 2007

Dlaczego warto dziś czytać Nałkowską?

Czy ten tytuł to pytanie, czy wezwanie? Wątpliwość czy pewność?

Mówię to przecież w muzeum, gdzie czci się cienie wielkich ludzi i odkurza przedmioty dotykane ich dłonią - czasem zaledwie substytuty rzeczy, wśród których żyli. Komu urządzają muzeum - ten już klasyk, choć piewca wieku XX-tego. Ale ten już sięga schyłku.

Młyny historii mielą tak szybko - gdzie nasze doświadczenie, a gdzież ona? Czy klasyk może być współczesny, czy też zawsze niesie nauki czasu minionego?

Zdanie tytułowe można akcentować rozmaicie: na słowie "dlaczego" lub na słowie "warto". Ja wybieram pytające "dlaczego", bo "warto" leży dla mnie w założeniu. "Dlaczego" łączy mi się raczej z "dziś", żywię bowiem przekonanie, że twórczość Nałkowskiej nie jest do końca odczytana. Należała do pisarzy, którzy wyprzedzają swój czas, choć nowe treści zamykała w formę klasyczną, pełną ładu, daleką od jaskrawych eksperymentów. Toteż jej współcześni nie wyczerpali wszystkich znaczeń jej dzieła, a epoka realnego socjalizmu tylko je okaleczyła. A teraz inne znowu względy ideologiczne zaślepiają oczy...

Książki autorki Granicy komentowały zawsze teraźniejszość, szły krok w krok za swoim czasem, ale to nie spowodowało ich przedawnienia. Ta doraźność historyczna służyła pisarce zamyśleniu nad tym, jak to bywa z człowiekiem, ze zbiorowością, nie tylko tu i teraz i nie dlatego - lecz z tej prostej przyczyny, że jest człowiekiem właśnie. Nałkowska pokazuje wrzącą przemienność świata i zarazem to, co trwa w niej - "uporczywie ludzkie".

Warto ją czytać na przykład dlatego, że mówi o rzeczach tego świata, które ciągle się odradzają, są dylematami i naszego czasu, naszą narodową i społeczną dolą, udręką i trwogą. Co czytamy w powieści o przewrotnie salonowym tytule Romans Teresy Hennerft.

Toż to krajobraz po bitwie, przewrót społeczny, budowanie niepodległego państwa, drapieżny kapitalizm, korupcja polityków, afery, intrygi, nowe fortuny i krach dawnych hierarchii społecznych. A także bolesne pytanie: gdzie są nasi niedawni bohaterowie, co stało się z ideowymi bojownikami o nową Polskę? Czyż to nie nasze dzisiejsze zmory? Wszyscy zmienili się tak, jak ten minister, dawny konspirator z Niedobrej miłości, jak ten absolwent Sorbony, pełen najświetniejszych idei i głębokich zasad, co zostaje człowiekiem kariery i władzy, czyli bohater Granicy.

Rzadko kto czyta Granicę jako niezwykle przenikliwą i aktualną powieść o anatomii władzy, o tym, jakich ma kapłanów i jakie ofiary, co ma, czy ma cokolwiek wspólnego z moralnością. Romans Teresy Hennert był najwcześniejszą diagnozą stanu rzeczy w wymodlonej Niepodległej, wcześniejszą o dwa lata od Przedwiośnia. Powieść Żeromskiego wryła w pamięć społeczną ten dramatyczny, filmowy obraz: pochód tłumu prostych ludzi na Belweder - siedzibę władzy i postać inteligenta-przywódcy i sumienia, który z własnego nadania, nie z wyboru tej prącej przed siebie masy, staje na jej czele. Dziś w ten obraz różne wskakują sylwetki, a Belweder wciąż jest symbolem tym samym. Tymczasem Nałkowska w swojej wielkiej powieści dyskretnie, ironicznie tę sławetną scenę przywołuje i odwraca.

W szybie ratuszowych drzwi, których dopada prezydent miasta, widać manifestację i jego sylwetkę: w odbiciu wydaje się, że stoi na ich czele - w istocie przed nimi uciekał. Które to kolejne polskie pokolenie przeżywa degradację idei i ludzi, problem zmiany tożsamości i zdrady?

Warto też dzisiaj przyjrzeć się owemu międzywojennemu kapitalizmowi w biednej, ciemnej, bezdomnej Polsce - manifestanci oskarżali wszak prezydenta o zaniechanie budowy tanich mieszkań i o bezrobocie - i symbolicznej kamienicy pani Kolichowskiej, gdzie pod podłogą właścicieli gnieżdżą się wydziedziczeni.

A kto w naszym sienkiewiczowskim kraju tak przenikliwie dostrzegł groźbę nacjonalizmu, jak Nałkowska, gdy w zapomnianej dziś powieści Hrabia Emil rozważała zjawisko wojny i "osobowości militarnej", a potem w "powieści internacjonalnej" - Choucas, w której zgromadziła kuracjuszy szwajcarskiego sanatorium, chorych w istocie na swoje ojczyzny bardziej niż na schorzenia ciała. Są wśród nich zwycięzcy i przegrani l wojny światowej, są świadkowie ludobójstwa w Armenii, wygnańcy z małego, podbitego przez sowieckie mocarstwo kraju, są też przedstawiciele kolonialnej cywilizacji panów, Francuzi z Maroka.

W dobie wszelkich fundamentalizmów i endemicznej plagi walk etnicznych gorzka wiedza Nałkowskiej o tym, że patriotyzm przywykło się mierzyć siłą nienawiści do innego narodu, a obie walczące strony tak samo modlą się do Boga o zwycięstwo, rozrywając go między siebie - ta wiedza nabiera palącej wagi i aktualności.

Skutki pokazała przecież w Medalionach - nie tylko zapisując niewyobrażalne cierpienia ocalałych, lecz także pokazując odkształcenia w świadomości ofiar, jak tego np. pracownika wytwórni mydła z ludzkiego tłuszczu, który podziwia Niemców za to, że potrafili zrobić coś, "można powiedzieć: z niczego". To znaczy z ludzi. Jak w obrazie kobiety cmentarnej, której przesąd antysemicki pozwala znieść i usprawiedliwić okrutne obrazy zagłady getta, których nie mogą już wytrzymać jej ludzkie oczy. Czy jest przedawniony ten głos pisarki w dobie Bośni i skinheadów Tejkowskiego, chłopców Bryczkowskiego i wiadomych napisów na murach i przystankach naszych miast?

Jak lęgnie się zło w ludziach i między ludźmi i jaka jest jego natura, społeczna czy głęboko tkwiąca w bezrozumnym, pierwotnym popędzie agresji - to pytanie pisarka stawiała sobie w wielu swych utworach. Oglądała ten problem z różnych stron, bo oblicza zła są niepoliczone. W cyklu opowiadań więziennych Ściany świata pokazywała np. zbrodnie ukarane, ileż razy ponad winę, i te bezkarne, ukryte, możliwe w każdym. To samo zjawisko ukazała w sztuce Dzień jego powrotu. Wiedziała poza tym, że zło rodzi się nie tylko w człowieku, skrywa się też w istocie bytu, w jego biologicznej nietrwałości, w przemijaniu, w zasadzie "życia-ku-śmierci".

Mówiłam już o tym, że dzisiejsza lektura Nałkowskiej pomaga zrozumieć nasze teraźniejsze potyczki i rozczarowania. Nie tylko przez proste analogie historyczne, przez powtarzalność procesów społecznych. Może bardziej jeszcze przez to, że pisarka docieka stale, jaki jest człowiek, z czego się składa, co nim porusza - siły instynktu czy nakazy kultury. Czy jest taki, jakim go matka zrodziła, to jest, jakie przekazała mu geny, czy tworzą go również i nieustannie odmieniają inni ludzie. Czym jest jego świadomość, ta najbardziej twórcza moc człowieka, zdolna także do najgroźniejszej destrukcji.

Nałkowska należy bowiem do tej czołówki pisarzy XX-wiecznych, którzy od opisywania rzeczywistości zwrócili się ku wnętrzu człowieka i zaczęli badać sposoby, jakimi on tę rzeczywistość poznaje i to, jak ona się zmienia w jego widzeniu. Nazywano to kiedyś, z intencja karcąca, psychologizmem. Ale dziś właśnie, gdy wyzwoliliśmy z terroru "rozumnej" historii, z owego wzgardliwego zawołania "jednostka zerem, jednostka bzdurą", a osoba, jej wolność i prawa stanowią znowu wartość fundamentalną, nowatorstwo duszoznawcze Nałkowskiej objawia się w pełni i przyciąga uwagę bardziej niż kiedykolwiek. U końca wieku rośnie bowiem potrzeba nowego wzorca kultury, w którym człowiek odnajdzie się jako cząstka wielkiego wszechświata, jako mikrokosmos powiązany tysięcznymi nićmi z nieobjętą całością istnienia. Od półwiecza narasta wiedza o ludzkiej osobowości, o tajemnicach psychiki, o ranach, które zadaje jej cywilizacja współczesna, o sposobach jej uzdrawiania. Nowoczesna psychoterapia staje się propozycją nowego modelu życia, nowego wzoru kultury i cywilizacji, przyjaznego wobec ziemi i nieba, których jesteśmy dziećmi.

Nałkowska odkryła, że osobowość człowieka powstaje między ludźmi, że jest ruchoma i przemienna w czasie. Że świadomość człowieka wytwarza różnorakie maski i kostiumy, by obłaskawić fakty życia, nagiąć je do swojego widzenia - pokazała to zwłaszcza w Charakterach. Jeszcze przed Gombrowiczem stwierdziła, że człowiek jest stwarzany przez drugiego człowieka, że istnienie innych, ich stosunek do nas, sama ich jakość, nawet myśl o nich, wprowadzają zmiany w naszym wnętrzu. Wszystko jedno czy będzie to najintymniejsze z drugim obcowanie - w miłości, czy wszelkie inne społeczne związki z drugą osobą czy z grupą. W powieści Niedobra miłość, a potem w Granicy, pokazała, że spotykamy się z innymi ludźmi wypełniając jakąś rolę społeczną. Wykonujemy wszyscy tę rolę, od maleńkości do śmierci: rolę dziecka, ucznia, rodzica, małżonka, rolę członka grupy, przedstawiciela zawodu, żołnierza, ideologa, człowieka władzy itd. "Nie jest się takim, jak myślimy o sobie my, jest się takim, jak miejsce, w którym się jest" - mówi jedno z tych zwięzłych, aforystycznych zdań, z których tak słynie Nałkowska. A ta właśnie prawda objawia się w przedśmiertnym błysku świadomości bohaterowi Granicy.

Wymieniam te odkrycia Nałkowskiej tylko przykładowo, bo jest ich tyle. Zresztą nie wyczerpują listy powodów, dla których dziś czytana Nałkowska potrafi olśnić i zadziwić. Była więc czujną i przenikliwą badaczką życia społecznego, zawsze jednoczyła się z doświadczeniem powszechnym narodu. Ale jednocześnie historyczne realia oglądała z filozoficznego dystansu, widziała poza nimi odwieczne prawa egzystencji. W podwójne oblicze kondycji ludzkiej - miłość i śmierć - spoglądała od młodości z fascynacją i grozą. U progu dojrzałości, gdy przeniosła spojrzenie z siebie na innych ludzi, zobaczyła, że wszyscy obracamy się w tym samym kole wiecznie odnawiającego się życia, l w Domu nad łąkami tę epicką perspektywę potrafiła pomieścić w prostej, spokojnej opowieści, w której spojrzenie dziecka, odkrywającego świat, miesza się z zamyśloną relacją dorosłego. Biją tu dwa zegary narracji - czasu teraźniejszego i dokonanego. Na tych mazowszańskich łąkach i torfowiskach, u stóp wyniesionego nad nie domku pisarki, powtarza się i przemija życie coraz to innych państwa Dziobaków. l to przechodnie nazwisko, nadane im przez gromadę, mówi o tożsamości losu. Toczą się tu też dzieje Magdy, nieokiełznanej miłośnicy, godnej w swoim nieustraszonym spełnianiu nakazów instynktu.

W książkach Nałkowskiej miłość jest stale obecna. Nie tylko jako główna siła sprawcza istnienia, ale też jako wyobrażenie człowieczego współistnienia, najdonioślejszej komunikacji między ludźmi i mocy, która stwarza i zabija. Jakże często jest to niedobra miłość, jakby była ona tylko obietnicą, za którą się wciąż podąża, a stale jest niepochwytna. W niejednej z książek Nałkowskiej finałem jest zbrodnia miłosna - jakby dopiero unieruchomienie przedmiotu miłości mogło zaspokoić wieczną do niego tęsknotę.

Nałkowska rozumiała bowiem do głębi tragizm życia. Ale jej miłość do świata, szczęście istnienia, radość z drugiego człowieka, braterstwo z wszelkim żywym stworzeniem, stale nad tą mroczną wiedzą tryumfuje. Polem ścierania się tych dwóch współistniejących w niej wątków jest zwłaszcza niezwykła, pionierska powieść z 1939 roku, Niecierpliwi. Poznali się wtedy na niej w pełni tylko dwaj wielcy pisarze: Bruno Schulz i Jarosław Iwaszkiewicz, który nazwał ją arcydziełem. Jest to wstrząsająca przypowieść o Rodzinie Człowieczej, która niczym obrazy Boscha ukazuje wszystkie straszliwości istnienia. Jest to kronika rodu Szpotawych - a to symboliczne nazwisko oznacza "koślawych" na wszelki sposób, wcielających różnorakie odmiany tragizmu i zła egzystencji. Jeden z nich, Jakub, główna postać, czy raczej - świadomość - utworu, to mały urzędnik, jak ze świata Kafki czy Dostojewskiego, Nikt i Każdy.

Podobnie jak inni "niecierpliwi", szaleńcy i samobójcy, nie może on przystać na niedoskonałość świata, na stałe współistnienie w nim dobra i zła, nienawiści i miłości. Przedstawia sobą jednocześnie tego szarego człowieka, zagrożonego stale przez absurd, zło i ból egzystencji, oraz kliniczne studium dezintegracji osoby, sprawionej przez urazy dzieciństwa, przez niedostatek miłości u zarania życia. Zło, okrucieństwo, cierpienie, strach przed światem rodzi się bowiem z braku miłości i nie pozwala jej przyjąć, gdy ona wreszcie do nas przychodzi. Dzieje miłości Teodory i Jakuba, kończącej się zabójstwem, i miłości Teodory i Albina, radośnie zgodnej z rytmem bytu, z wiosennym rozkwitem natury, to znowu dwie prawdy o człowieku, jakie nam Nałkowska odkrywa.

A jeszcze warto ją dziś czytać dla ostatniego, rozległego i jakby mimowolnego dzieła - jej ponad półwiecznych Dzienników. To wielka powieść o sobie samej, najciekawszej bohaterce jej twórczości.

Tu także, w tej panoramie trzech formacji historycznych i epok kultury, w odmianach i przypadkach biografii intymnej sprawdza się podwójna perspektywa pisarstwa Nałkowskiej: dziejowa, socjologiczna i prywatna, egzystencjalna. Jest to portret osobowości twórczej, intelektualistki, uczestniczki dziejów, ale przecież w jej rysach rozpoznajemy też siebie, w jej radościach i goryczach odnajdziemy własne doświadczenie człowiecze. Dzienniki Nałkowskiej są księgą na wszystkie pory życia. Od wyznań zwycięskiej, pysznej, szukającej swego "ja" młodości, poprzez bolesne dojrzewanie, inicjację w miłość i śmierć, po dorosłość, bycie w apogeum życia, triumfy i sławę, miłości i zdrady, a także skradający się cień przemijania i lęk utraty. A potem katastrofa wojenna, wielka próba człowieczeństwa, codzienna wojna cywilna z wrogiem Warszawianki, Polki, pisarki, l wreszcie dwuznaczna radość ocalenia, odbudowy, złudzeń i nadziei, życie na cmentarzysku, w nowym świecie, na który trudno się zgodzić, w starości, którą jeszcze trudniej oswoić...

Są to dzieje niezwykłego człowieka, ale także dzieje kobiecości, jakże pasjonujący dokument dzisiaj, gdy samoświadomość kobiet stała się tak pasjonującym zagadnieniem. A to właśnie Nałkowska zaproponowała zupełnie nowy w naszej kulturze model kobiecości, ostro polemiczny wobec tego, który wytworzyli na swój użytek mężczyźni, najjaskrawiej uosobiony w sienkiewiczowskiej Maryni Połanieckiej. Nie był to portret emancypantki, wyśmiany przez Prusa, także Nałkowskiej niemiły. Nie chciała zrównania z mężczyznami, żądała uznania wartości tego, co w kobiecie odrębne, równouprawnienia w miłości i normach moralnych, w wolności myślenia i władania sobą. Gdzież jednak podziały się te "kobiety", "rówieśnice" i "Narcyze" młodości, gdy zjawiła się "niedobra miłość" i "dom kobiet", narkotycznie uzależnionych od mężczyzny? Jak ona sama realizowała swój feministyczny program, co wynika z jej kobiecego-człowieczego życiorysu? Czytajmy Dziennika.

Czy do czytania dziś Nałkowskiej nie zachęca jej sztuka pięknego pisania, strumień krystalicznej polszczyzny, aforystyczne formuły dojrzałej życiowej mądrości, prostota pełna skupionej uwagi i czułości dla drugiego człowieka, dla drobnych nawet zjawisk bytu, podniesionych do rangi symbolu? Czy słychać to pytanie w zgiełku telewizorów?

doc. dr hab. Hanna Kirchner